Angielski dla Scecjalistów

Język angielski dla logistyków Język angielski dla opiekunów

Miejsce na Twoja reklamę [ kontakt ]

Słownik specjalistyczny *
* wersja rozwojowa

Polacy za granicą, czyli jak polubić Dodę

Ktoś niegdyś powiedział, że podróże kształcą… Czyż nieprawdą zdaje się być fakt, że dzięki odkrywaniu świata człowiek rozszerza swe horyzonty myślowe, co automatycznie powoduje, że nabywamy pewnej mądrości życiowej i tych innych- wyrażając się kolokwialnie-„duperel”? Hmm… Wielu z kolei mówi:,,..bo tam jest lepiej! Tam doświadczysz innego, godniejszego życia! U nas już nie ma czego szukać!” No cóż… Czy faktycznie wszystko, co obce jest tak piękne? Na szczęście całkiem niedawno miałam okazję przekonać się nad istotą tej rzeczy. Czy warto było skazywać się na 6 tygodni separacji od tego wszystkiego, co „swojskie”? Sześć długich tygodni z dala od rodziny, przyjaciół i szeroko rozumianego pod tym pojęciem domu? A więc tak! Warto było troszkę powzdychać do ojczyzny i pobłądzić, po to, by w końcu docenić to, co było moje, coś, za czym bezustannie tęskniłam i czego brak dotkliwie trapił mnie niemal jak filipińskie dolegliwości pana Kwaśniewskiego. Coś, czego nie doceniałam tak jak powinnam, a przecież zwykła, szara codzienność, ( bo to ją właśnie mam na myśli)również może zabarwić się różnorakimi kolorami tęczy, bo przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i zgoła tylko taka swoista przesiadka przyczynić się może do zmiany postrzegania pewnych spraw.

Niestety przyszło żyć nam w czasach, kiedy masy zdolnych, młodych ludzi wyjeżdża z naszego kraju za granicę w poszukiwaniu lepszego bytu. Rzesze ludzi wykształconych opuszcza IV(czy też już V- sama gubię się w tej paplaninie naszych ,,oświeconych” polityków) Rzeczpospolitą w celach czysto prozaicznych, bo zarobkowych. Panowi X, który jest magistrem nauk społecznych i człowiekiem, co zrozumiałe, wykształconym nie sprawia bólu świadomość, że ze swoją inteligencją i wyedukowanym, światłym umysłem para się tak banalnym zajęciem jak mycie garnków w jakiejś angielskiej restauracji… Pani Z- bystrej absolwentce ASP nie przeszkadza fakt, iż jest ,, zwykłą pokojówką” i zamiast malować obrazy, tworzy misterne wzorki jakimś płynem do czyszczenia ubikacji, myjąc hotelowe kible gdzieś w Irlandii. Niestety… z czegoś trzeba żyć.

,, Nie dacie nam pracy i godnych zarobków? Mamy was gdzieś! Zagraniczne korporacje z miejsca zatrudnią nas za godziwe pieniądze w zamian za to, że będziemy napędzać ich gospodarkę tanią siłą roboczą!”- zewsząd odzywają się głosy. Jednym z priorytetowych punktów kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej wymagającym natychmiastowej naprawy była obiecywana w zamian za zdobycie władzy reforma mająca sprawić, że tłumy rodaków powrócą z emigracji by tu, w kraju, objąć intratne posady. „ W Polsce będzie druga Irlandia!”- krzyczał pan Tusk. Jak widać- coś panu poszło nie po myśli panie Donaldzie. Tak, więc z jednej strony nie dziwi fakt, że już milion Polaków zdecydowało się na życie na wygnaniu-bo czymże innym jest takowa egzystencja?

Podczas mojej wakacyjnej przygody, jaką była praca w hotelu gdzieś na południu Anglii rozmawiałam z pewną młodą Polką.,, Popatrz- mówiła- my tutaj pracujemy za najniższą krajową i czy żyje nam się źle?” Więcej mówić nie musiała. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że pieniądze, jakie tu zarabiają wystarczą nie tylko na fundamentalne potrzeby ale także na bodaj ,,coś” więcej. Pomimo jakże często przebijającego z jej wypowiedzi finansowego optymizmu dało się słyszeć coś na kształt sławnego zdania prezydenta Wałęsy: ,, Nie chcem, ale muszem”. Nie chcem żyć na walizkach, ale nie mam innego wyjścia- zdawała się mówić. No cóż… panu Lechowi nieraz udało się wykaraskać z politycznej nagonki, ba! finalnie został przecież okrzyknięty bohaterem, a więc mam nadzieję, że i Wy drodzy bohaterzy na emigracji w końcu odnajdziecie swój dom. Mój pobyt w siedlisku polskich emigrantów stosunkowo nie trwał zbyt długo. Pozwolił mi jednak spojrzeć na tą całą sytuację z całkowicie innej perspektywy. Jeszcze przed 3 miesiącami rzekłabym zapewne, że nie rozumiem narzekań Polaków pracujących na Zachodzie, przecież mają tyle pieniędzy! Pieniądze jednak to nie wszystko- jak śpiewała nam onegdaj pewna przesympatyczna góralska kapela. Na usta cisną mi się sentymentalne słowa takie jak patriotyzm, ojczyzna, dom…Bo czymże jest bogactwo z którym nie mogę się dzielić z ukochanymi osobami? Z dala od własnych korzeni? Dom (nie tak obciachowo opisywany w niegdyś rozchwytywanej piosence popularnego od jakiegoś czasu zespołu Feel )ale DOM- to miejsce do którego chcę zawsze powracać, nie zważając na to gdzie zawiedzie mnie kręta i wyboista droga zwana życiem. DOM- moja przestrzeń i ostoja, rdzeń mego pochodzenia, mój fundament, ja…Nie bez kozery również w ten uszczypliwy sposób napomknęłam o wyżej wymienionej formacji bo to także element naszej (niestety tutaj z boleścią muszę przyznać) godnej pożałowania współczesnej popkultury, która składa się m.in. na obecnie lansowaną przez,, vipów z góry” muzykę. Bo jak określić inaczej fakt, że hitem lata 2008 w Polsce zostaje tak pospolity i niczym specjalnym nie wyróżniający się utwór Dody, pt. ,,Nie daj się” a na imprezach Dj’e serwują nam na wskroś (łagodnie mówiąc) nieciekawe piosenki Feela? Jednakże mimo tej obciachowości, jaką charakteryzuje się nasza polska scena muzyczna nie da się tego w jakiś sposób nie darzyć sentymentem, bo jest ona, że się powtórzę- POLSKĄ rzeczywistością, a ja już jakiś czas temu nauczyłam się kochać niemalże wszystko, co polskie…

Autorka: Agnieszka Kosydar

Dodał/a: Redaktor
Dodano: 2008-12-30 14:22:20
Wyświetleń: 1970
Wydruków: 616

Komentarze użytkowników


noooo 2008-12-30 22:38:21
bardzo subiektywne............ale prawdziwe i szczere i za to cenię ten artykuł olo82

Racja 2008-12-31 11:04:21
Stara prawda: "Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej"...:) misiek

ROZUMIEM Nasza strona używa pliki cookies aby umożliwić zakupy oraz wysoki standard obsługi.
Jeżeli nadal chcesz korzystać z serwisu, musisz wyrazić na to zgodę. Możesz również zmienić ustawienia dotyczące cookies.